Recenzja Casada Powerboard 2.1

9 października 2018przez Klaudia Lampa0

Słyszałeś już o maszynie spalającej tłuszcz?

A może nie tylko takiej która spala tłuszcz, ale jeszcze buduje za Ciebie mięśnie kiedy Ty nic nie robisz?

Możliwe, że znów uległeś reklamie i skusiłaś się na zabiegi wyszczuplające.

Zgaduje, ale pewnie nie raz już pełen zapału odpakowywałeś nowy sprzęt który tym razem miał zapewnić Ci sześciopak na brzuchu a po tygodniu rzuciłeś go w kat.

Pewnie skuszeni reklamą mieliście tak nie raz i nie raz się zawiedliście.

Jednak czy zawsze musi tak być?

Można efektywnie wykorzystać dobry jakościowo sprzęt z korzyścią dla Ciebie, jednak musisz pamiętać, że to Ty musisz zacząć umiejętnie go wykorzystywać.

Tak samo jak od patrzenia na ławeczkę do brzuszków i hantle nie urosną Ci mięśnie, tak samo od jednego kremu stosowanego raz na miesiąc nie zniknie cellulit.

Aby osiągnąć jakikolwiek założony efekt najważniejsza jest włożona systematyczna praca oraz wysiłek zamiast uspokojenia sumienia pokaźną sumą wydaną na nowe cudo.

Od jakiegoś czasu jak wiecie testuje zarówno na sobie jak i na podopiecznych Powerboard 2.1 marki Casada.

Z początku podeszłam do tej maszyny bardzo sceptycznie, w końcu na rynku mamy pełno urządzeń obiecujących niesamowite efekty bez włożenia wysiłku, jednak centrum rehabilitacyjne z którym współpracuje zaczęło wykorzystywać te platformy w procesie rehabilitacji osób chorych oraz po wypadkach. Mając to na uwadze zaczęłam skupiać się na zastosowaniu maszyny innym niż utrata tkanki tłuszczowej.

Ponieważ jestem miłośniczką testowania na sobie wszystkiego co nowe, zwłaszcza jeśli ktoś mówi mi że „to nie ma prawa działać” postanowiłam przez tydzień robić treningi jedynie z wykorzystaniem platformy.

Ku mojemu zdziwieniu następnego dnia opóźniony ból mięśniowy DOMS (potocznie zwane zakwasy) był całkiem spory i faktycznie czułam które mięśnie pracowały najmocniej.

Na platformie pracuję nad poprawą stabilizacji centralnej i wzmocnieniem mięśni brzucha za pomocą ćwiczeń takich jak deska w różnych wariantach, pompki, mostki biodrowe czy rosyjskie skręty tułowia a także czasem z wykorzystaniem gum oporowych poprawiam mobilność obręczy barkowej jednocześnie rozgrzewając nogi na niestabilnym podłożu.

Moi podopieczni kolejno próbowali sił w utrzymaniu stabilizacji w różnych pozycjach pionowych oraz pozycji deski w obu wariantach. Większość z nich uznała to za najlepszą i najzabawniejszą formę rozgrzewki z chęcią rozpoczynając od niej trening. Panie zwróciły uwagę na delikatne uniesienie pośladków i lepsze napięcie skóry w obrębie ud oraz delikatną redukcję cellulitu co jest bardzo miłym efektem ubocznym

Urządzenie jest dla mnie pomocne również w pracy z osobami kontuzjowanymi ponieważ dzięki zmianom częstości wibracji możemy pobudzać do pracy mięśnie tej samej kończyny bez obciążania bezpośrednio uszkodzonego stawu (jak np. pobudzanie mięśni uda przy skręconej kostce).

Zastosowanie, które odkryłam przez przypadek kiedy położyłam się zmęczona z bólem łydek to niesamowite rozluźnienie nadmiernie spiętych mięśni i łatwość rozbicia powięzi na przetrenowanych łydkach, które pokazuje na filmiku. Aby w takim stopniu rozbić napiętą powięź potrzebowałam wcześniej wizyty u fizjoterapeuty lub przynajmniej 30 minut rolowania na specjalnym wałku i piłeczce, tutaj problem został rozwiązany w około 2 minuty i odczułam realną ulgę już po jednej takiej sesji.

Podsumowując testy platformy wibracyjnej PowerBoard 2.1 – jeśli liczysz na niesamowite efekty bez wylania choćby kropli potu na wstępie odpuść sobie temat jakichkolwiek urządzeń mających zdziałać za Ciebie cuda. Jeśli jednak podchodzisz do tematu pracy nad swoim ciałem poważnie i chcesz skrócić oraz zmaksymalizować czas treningu urozmaicając go o wprowadzenie treningów na platformie wibrującej to w mojej opinii PowerBoard 2.1 będzie tu bardzo pomocny.

 

 

Klaudia Lampa


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są *


%d bloggers like this: